Przykuty łańcuchem do ściany , korona cierniowa założona na głowę.
Strzał z bata , zostawia krwawy ślad. Co za wspaniale uczucie ,
więcej więcej ! Jednak i tego nie dostaje. Ona odchodzi.
Narzucona czarna powloką która wsiąka w serce , zmieniając je
w kamień , skałę która pęka pod naporem słów. Niszczona przez
człowieka , ludzka słabość. noc zapada pod czarnymi chmurami
Upadasz pod ścianę , spływają łzy , łza po policzku , zamknięty
w niej krzyk który tłumie w sobie. Patrze , przymglone oczy ,
opadają powieki. Podnoszę się , ozywają wspomnienia.
Dobre chwile , naprawdę. Przegryzam wargi , pierwszy uśmiech.
Zrzucam maskę pokrywająca twarz. Kajdany ucisku już mnie nie
uciskają. Ruszyłem , nie waham się. Spotykam ją , nagle , ona
inna niż wcześniej , pusta. Śmieje się , zaciskam pieści , w gniewie
chwytam za gardło , klnę , Wypominam wszystko krwawiącym językiem
słowa goryczy. Gałka oczna zaczyna podchodzić do góry , serce przestaje bić.
padam na kolana , beton ścieka łzami , stoczony na dno , obłąkaniec.
Obudź się , impreza się skończyła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz